Syndrom Otella, czyli kilka słów o zazdrości

Skąd się bierze taka destrukcyjna zazdrość? Dlaczego niektórzy zabijają osoby, które przecież kiedyś kochali?

 

Kontrowersyjne emocje

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, pomówmy przez chwilę o emocjach. Po co nam one? Według Zimbardo i innych badaczy, emocje wykształciły się na drodze selekcji naturalnej. Oznacza to ni mniej ni więcej, że są nam do czegoś potrzebne i pomogły w przetrwaniu, a my jesteśmy potomkami tych osobników, które je odczuwały.

Dlaczego więc są takie istotne?

Psychologowie uważają, że emocje wykształciły się, aby pomóc nam reagować na ważne dla nas wydarzenia. Odpowiadają za nie geny, ale także to, co przydarzyło nam się w życiu, czyli doświadczenia.

Emocje interesowały ludzi od zawsze, nic więc dziwnego, że powstało wiele teorii na ich temat. A gdzie wiele teorii, tam pojawiają się też kontrowersje. Także te z rodzaju odwiecznego pytania, co było pierwsze: jajko, czy kura.

 

Jajko czy kura?

Konkrety? Zacznijmy od tego, że każda emocja wiąże się z pewnym pobudzeniem organizmu (w końcu służy nam do reakcji na ważne doświadczenia!). I teraz pytanie: co pojawia się najpierw - fizjologiczne pobudzenie organizmu, czy też odczuwana przez nas emocja? Innymi słowy: czy płaczemy, bo jest nam smutno? Czy może jest nam smutno, ponieważ płaczemy?

Jak Wy uważacie?

Prawdopodobnie większość osób powie, że płaczemy, bo jest nam smutno. Sprawa nie jest jednak wcale taka oczywista, jak by się to wydawało. Już w dziewiętnastym wieku William James, a potem także Carl Lange, postanowili spojrzeć na sprawę inaczej. Twierdzili oni, że aby doświadczyć emocji, musimy najpierw uświadomić sobie fizjologiczne reakcje naszego organizmu.

Co ich twierdzenie oznacza w praktyce?

Wyobraźcie sobie, że idziecie samotnie ulicą, a w Waszą stronę zmierza grupka uzbrojonych mężczyzn. Serce bije Wam szybciej. Według teorii Jamesa-Langego dopiero w wyniku tego pobudzenia fizjologicznego, pojawia się emocja, którą nazywamy lękiem. Jeżeli nasze serce nie przyspieszyłoby najpierw rytmu, nie odczuwalibyśmy lęku, albo byłby on znacznie osłabiony.

No dobrze. Teraz inna sytuacja. Widzicie Waszego partnera, jak rozmawia z bardzo atrakcyjną blondynką. Serce bije Wam szybciej. Mamy pobudzenie. Idąc za teorią Jamesa i Langego, pojawia się emocja - zazdrość.

Pięknie! Tylko czy bicie serca odczuwane w pierwszej i drugiej sytuacji jest inne? Skąd możemy wiedzieć, że teraz odczuwamy lęk, a kiedy indziej zazdrość? Czy reakcje naszego organizmu są na tyle wielorakie, żeby powodować powstawanie całego spektrum emocji, którego możemy doświadczać?

Walter Cannon i Philip Bard uważali, że nie. Ich zdaniem nasze reakcje fizjologiczne są zbyt mało zróżnicowane (a do tego za powolne!), żeby wywołać gwałtowniejsze, różnorodne emocje. Twierdzili oni, że widząc bodziec (a więc grupkę uzbrojonych mężczyzn lub partnera rozmawiającego z naszą rywalką) dzieją się dwie rzeczy. Powstaje pobudzenie fizjologiczne (czyli bicie serca), ajednocześnie odczuwamy lęk lub zazdrość. Uważali więc oni, że pobudzenie organizmu i odczuwanie emocji to dwie różne, niezależne od siebie sprawy. Gdyby więc z jakiegoś powodu nasze serce nie zaczęło szybciej bić na widok opryszków idących w naszą stronę, tak czy inaczej normalnie odczuwalibyśmy lęk.

 

Kluczowa interpretacja

Kto w takim razie ma rację? James i Lange, czy Cannon i Bard? Obecnie badacze przychylają się do twierdzenia, że każdy po trochu (wygodnie prawda?). Aby odczuwać emocje potrzebujemy więc zarówno pobudzenia fizjologicznego, jak i świadomej, myślowej (kognitywnej) interpretacji bodźca w naszym otoczeniu. W psychologii nazywa się to twierdzenie dwuczynnikową teorią Schachtera.

Wracając do naszych przykładów. Jeżeli zobaczymy zbliżającą się do nas grupę uzbrojonych mężczyzn, czy zawsze odczuwamy lęk? Jeżeli nasz partner rozmawia z atrakcyjną kobietą, czy zawsze umieramy z zazdrości? Niekoniecznie. Wiele zależy tu od tego, jak zinterpretujemy zaistniałą sytuację.

Stanley Schachter i Jerome Singer przeprowadzili w 1962 roku interesujący eksperyment, żeby to potwierdzić (pamiętacie eksperyment z liniami Ascha opisany poprzednio, badanie Schachtera i Singera to kolejna klasyka!).

Uczestnicy eksperymentu zostali poinformowani, że biorą udział w badaniu wpływu mieszanki witaminowej na wzrok. Rzekoma bomba witaminowa w zastrzyku była tak naprawdę hormonem zwanym epinefryną (to nic innego, jak stara dobra adrenalina!). Adrenalina powodowała pobudzenie fizjologiczne organizmu uczestników eksperymentu, a więc jeden z elementów składowych odczuwania emocji.

Po otrzymaniu rzekomego zastrzyku z witamin, uczestnik czekał na swoją kolej badania wzroku razem z drugą osobą. Jak to zwykle w eksperymentach psychologicznych bywa, ta osoba nie była kolejnym niewinnym badanym, ale wspólnikiem eksperymentatorów. Miała też ściśle określone zadanie do wykonania. A mianowicie: Zachowywała się albo euforycznie, albo gniewnie (w zależności od badanej grupy).

Badacze obserwowali następnie, czy uczestnik, który chwilę wcześniej otrzymała zastrzyk z epinefryny odczyta swoje sztucznie wywołane pobudzenie, jako emocję sugerowaną przez wspólnika eksperymentatora - w tym wypadku jako euforię lub jako gniew.

Wyniki potwierdziły twierdzenie Schachtera, o którym mówiliśmy na początku tej sekcji. Wysnuł on na tej podstawie wniosek, że to samo fizyczne podniecenie (sztucznie wywołane przez podanie hormonu), może być odczytywane przez nas jako bardzo różne emocje.

Większość badaczy zgadza się obecnie z tym, że chociaż niektóre proste reakcje emocjonalne mogą pojawić się bez świadomego myślenia, to jednak emocje bardziej złożone zdecydowanie wymagają naszej świadomej interpretacji tego, co się dzieje.

 

Otello

W ten sposób wracamy do tytułowej zazdrości! Jednym z najbardziej znanych badaczy tej emocji jest David M. Buss. Zajmował się on między innymi najbardziej patologiczną formą zazdrości, która pewnie zainteresuje czytelników kryminałów, czyli tak zwanym syndromem Otella.

Wielbicie Szekspira pamiętają być może, że Otello był dowódcą weneckiej armii. Ożenił się z niejaką Desdemoną. Początkowo nic nie zapowiadało tragedii, ale później, na skutek intryg Jagona, Otello zaczął obsesyjnie podejrzewać żonę o zdradę. Zakończyło się to, łagodnie mówiąc, nie najlepiej. Mężczyzna zabił żonę, a później popełnił samobójstwo.

Buss zadaje sobie trudne pytanie: czy tego typu patologiczne podejrzewanie partnera o zdradę jest zaburzeniem psychicznym? Czy może wręcz przeciwnie - cechą, którą z jakiegoś powodu faworyzowała ewolucja?

 

Koszty w dół

Aby wyjaśnić ten fenomen, Buss proponuje twierdzenie zwane przez niego teorią zarządzania błędami.

O co w niej chodzi? Wracamy do interpretowania bodźców!

Przyjrzyjmy się raz jeszcze naszemu przykładowi z grupką uzbrojonych mężczyzn, idących w naszą stronę. Ustaliliśmy już, że nasza reakcja w tej sytuacji będzie zależała od tego, czy zinterpretujemy owych panów jako zagrożenie, czy też nie.

W związku z tym możliwe są dwa błędy. Albo błędnie uznamy miłych panów za opryszków, albo odwrotnie, nie rozpoznamy zagrożenia z ich strony. Który z błędów jest bardziej kosztowny z naszego punktu widzenia?

Przypuśćmy, że mylnie ocenimy, że łysi panowie nie są niebezpieczni. Co się dzieje? Idziemy dalej na przód, a oni otaczają nas zwartą grupą. Tracimy portfel, a może zostaniemy także pobici (już nie wspominając o czymś znacznie gorszym). Niezbyt zachęcająca wizja, prawda?

A co się stanie w odwrotnej sytuacji? Błędnie zinterpretujemy niegroźnych panów, jako żądnych krwi opryszków. W związku z tym za wszelką cenę postaramy się uniknąć spotkania z nimi. Może na przykład ukryjemy się w pobliskiej księgarni, albo pójdziemy okrężną droga. W rezultacie stracimy trochę czasu (a może też pieniędzy na kupno nowej książki!). Nic szczególnego więcej się jednak nie wydarzy. Co za tym idzie, ten błąd jest zdecydowanie mniej kosztowny niż pierwszy (i nie chodzi tu tylko o pieniądze!).

Podobnie jest z obsesyjną zazdrością. Przynajmniej tak dowodzi Buss. Znacznie mniej nas kosztuje popełnienie błędu i podejrzewanie zazdrości tam, gdzie jej nie ma, niż zignorowanie czynników wskazujących na zdradę tam, gdzie ona faktycznie występuje. Czyli, według teorii Bussa, wybuch nieuzasadnionej zazdrości spowoduje co najwyżej nieprzyjemną atmosferę w domu (ktoś będzie się dąsał przez godzinę, czy dwie), ale być może zapobiegnie faktycznej zdradzie w przyszłości, bo partner będzie się miał na baczności. Z tego punktu widzenia zazdrość ma swój cel ewolucyjny.

No dobrze, ale przecież nie każdy odczuwa zazdrość tak silną, jak bohater sztuki Szekspira (całe szczęście!). To prawda. Pamiętajmy, że nasze rozważania dotyczą sytuacji patologicznej, która prowadzi do ostatecznej tragedii.

 

Przepraszam, ja nie chciałem!

Wiemy już, że niektórzy zdolni są do odczuwania zazdrości tak silnej, że w skrajnych przypadkach prowadzi ona do zabójstwa. Według niektórych statystyk właśnie zazdrość seksualna jest dominującą przyczyną przemocy w związkach i stanowi też główny motyw zabójstw partnerów. Dlaczego ludzie krzywdzą tych, których kochają? Tu znowu pojawiają się dwa konkurujące ze sobą wyjaśnienia.

Martin Daly i Margo Wilson proponują na przykład, że zabójstwo w wyniku patologicznej zazdrości zdarza się niejako przez przypadek (sic!). Zdradzony małżonek stosuje przemoc, żeby prośbą, czy groźbą zatrzymać żonę przy sobie. Sprawa wymyka się spod kontroli i dochodzi do morderstwa. Według tych badaczy zabójstwo z zazdrości nie ma więc funkcji typowo adaptacyjnej, a jest raczej błędem (o ile można w ten sposób nazwać tego typu czyn!).

Pojawia się tu jednak nieuniknione pytanie: a co ze zbrodniami z premedytacją? Przecież nie wszystkie zabójstwa z zazdrości popełniane są w afekcie. Co ciekawe, według niektórych psychologów kryminalnych to zwłaszcza panie przodują w konstruowaniu misternych planów mających na celu ukaranie niewiernego małżonka i jego kochanki (zdecydowanie minęły czasy, kiedy kobiety były uznawane za ucieleśnienie dobroci – ale o tym być może porozmawiamy jeszcze kiedy indziej).

 

Jeżeli nie będzie moja, to niczyja

Aby to wyjaśnić, wspomniani wcześniej Buss i Duntley proponują twierdzenie nazywane przez nich teorią modułu zabijania partnerki. Według nich niektórzy mężczyźni wyposażeni są w ewolucyjnie wykształcony mechanizm mający na celu... zabicie partnerki w wypadku jej zdrady, a potem ostatecznej decyzji o zakończeniu związku i odejściu do innego (oba czynniki są istotne).

Buss i Duntley nie starają się usprawiedliwiać makabrycznych czynów popełnionych pod wpływem tej niebezpiecznej namiętności. Uznają jednak, że skoro mechanizm ten przetrwał lata ewolucji, w pewnych sytuacjach mógł nieść za sobą korzyści dla osobników weń wyposażonych. Badacze wymieniają tu między innymi zapobieganie niewierności kolejnych partnerek (będą się bały konsekwencji), odzyskanie honoru (w niektórych kulturach) oraz zniwelowanie kosztów reprodukcyjnych (niepewność co do ojcostwa).

Odejście partnerki do innego mężczyzny oznacza ostateczną stratę dla zdradzonego – a jednocześnie reprodukcyjne zwycięstwo rywala. Tym samym jest to więc najbardziej niebezpieczny dla kobiety okres, ponieważ jej były partner może wówczas poddać się podszeptom patologicznej zazdrości. Buss cytuje statystki, które pokazują, że 47% procent tego typu zabójstw popełnianych jest w pierwszych dwóch miesiącach po rozstaniu, a aż 91% w pierwszym roku po nim.

 

Kilka słów na koniec

Jak już podkreślałam, nasze rozważania dotyczą sytuacji patologicznych. Nie każda zazdrość doprowadzi do krwawego mordu. Wspomniane przeze mnie wyżej teorie i badania, powinny jednak stanowić ostrzeżenie przed niebezpieczeństwami, jakie niesie za sobą zazdrość.

Na koniec zostawię Was, jak zwykle, z cytatem... a może nawet dwoma.

 

"A zazdrość nie wie, co sen i po cichu zabija." Jacek Kaczmarski „Siedem grzechów głównych”

"Jealousy... is a mental cancer." B.C. Forbes

 

Literatura, materiały w Internecie, bibliografia rozszerzająca:

Buss, D.M. (2014). Zazdrość. Niebezpieczna namiętność. Sopot: GWP.

Myers, D.G. (2003). Psychologia. Poznań: Zysk i S-ka.

Schachter, S., & Singer, J.E. (1962). Cognitive, social, and physiological determinants of emotional state. Psychological Review, 69 (5), pp. 379-399.

Zimbardo, P.G., Weber, A.L., & Johnson, R.L. (2003). Psychology: Core Concepts. Boston: Allyn and Bacon.

 

Image courtesy of chrisroll at FreeDigitalPhotos.net

(post dostępny był na poprzedniej wersji strony od 15.09.2015)